poniedziałek, 2 sierpnia 2010
piątek, 30 lipca 2010
pęknięta dwójka, opuchnięta dłoń, zepsuta Warszawa
Na ślub w Bydgoszczy, mimo sporej odlogłości do pokonania, czekałem z dużą niecierpliwością.
Dlaczego?
Ano dlatego, że zostałem zaproszony tam przez mojego kolegę, pozytywnego wariata Marcina i posiadaczkę pięknych i wielkich oczu Ewę.
Działo się dużo w dniu ślubu, a także kilkanaście dni wcześniej.
Mianowicie, wieczorową porą, kilka dni przed ślubem Ewa zgłodniała.
Wizyta w kuchni, przygotowana bułeczka z serem i... dwójka pękła.
Aby uśmiech Ewy był tak piękny jak na zdjęciach, to trzeba było reanimować dwójkę u specjalisty :)
To pierwsza "atrakcja".
Kolejną było ukąszenie przez meszkę, prawej dłoni Ewy.
Dłoń spuchła na tyle, że nie było szans na założenie obrączki.
To działo się przed ślubem.
W dniu ślubu, 30 minut przed błogosławieństwem, Ewa z Marcinem dowiedzieli się, że zamówiona przez nich Warszawa M-20 jest uszkodzona
i nie pojawi się na ślubie.
Jeżeli dodać do tego, że zamówiony do prowadzenie wesela DJ miał problemy z nagłośnieniem, to śmiało można powiedzieć, że spisali się goście, motocykliści no i... fotograf ;)
Co prawda fotograf wymyślił trochę inne miejsca plenerowe niż założony przez Ewę i Marcina Myślęcinek (to tak jakby robić plener na Wawelu lub Rynku Głównym), ale później przyznali mi rację.
Poniżej sporo zdjęć ze ślubu tych pozytywnie zękręconych ludzi :)







































































Dlaczego?
Ano dlatego, że zostałem zaproszony tam przez mojego kolegę, pozytywnego wariata Marcina i posiadaczkę pięknych i wielkich oczu Ewę.
Działo się dużo w dniu ślubu, a także kilkanaście dni wcześniej.
Mianowicie, wieczorową porą, kilka dni przed ślubem Ewa zgłodniała.
Wizyta w kuchni, przygotowana bułeczka z serem i... dwójka pękła.
Aby uśmiech Ewy był tak piękny jak na zdjęciach, to trzeba było reanimować dwójkę u specjalisty :)
To pierwsza "atrakcja".
Kolejną było ukąszenie przez meszkę, prawej dłoni Ewy.
Dłoń spuchła na tyle, że nie było szans na założenie obrączki.
To działo się przed ślubem.
W dniu ślubu, 30 minut przed błogosławieństwem, Ewa z Marcinem dowiedzieli się, że zamówiona przez nich Warszawa M-20 jest uszkodzona
i nie pojawi się na ślubie.
Jeżeli dodać do tego, że zamówiony do prowadzenie wesela DJ miał problemy z nagłośnieniem, to śmiało można powiedzieć, że spisali się goście, motocykliści no i... fotograf ;)
Co prawda fotograf wymyślił trochę inne miejsca plenerowe niż założony przez Ewę i Marcina Myślęcinek (to tak jakby robić plener na Wawelu lub Rynku Głównym), ale później przyznali mi rację.
Poniżej sporo zdjęć ze ślubu tych pozytywnie zękręconych ludzi :)







































































Subskrybuj:
Posty (Atom)
