...to najczęściej wymawiane słowo podczas składania życzeń ślubnych Eli i Szymonowi. Dlaczego? Ano dlatego, że ta sympatyczna para od 13 lat jest razem i jakoś nie mogli zdecydować się na ślub ;) Tak naprawdę, to niewiadomo jak byłoby dalej, gdyby nie
Ania, która wyszła za mąż za Grześka równy rok przed ślubem Eli i Szymona. Wyglądało to tak, że Ania chcąc przyśpieszyć zamążpójście swojej przyjaciółki, trafiła (dosłownie) ją swoim bukietem ślubnym. Od tego momentu sprawy potoczyły się dość sprawnie i tak oto mogłem pracować dla tych dwojga miłych ludzi podczas tego ważnego dla nich dnia.
Od siebie chciałbym dać WIELKIEGO minusa, właścicielowi restauracji Capri w Suchej Beskidzkiej. Lokal w ogóle nie był przygotowany do wesela. Przez cały wieczór temperatura wewnątrz lokalu wynosiła od 10 do 13 stopni, a posadzka była tak śliska z kapiącej z dachu wody, że aż cud,
że nikt z gości się nie połamał. Na temat "sympatycznego" właściciela ww. lokalu mogą coś powiedzieć ludzie z zespołu Camelot Sound którzy swoim repertuarem, skutecznie podgrzali atmosferę podczas wesela.
Dobra, wystarczy narzekania - czas na zdjęcia :)